PILNE!

Nazywam się Agatka, choć jestem małym dzieckiem, to przeszłam już w życiu więcej niż nie jeden dorosły. Miałam urodzić się zdrowym bobaskiem, ale ponieważ nie odwróciłam się główką do dołu, zostało zaplanowane cesarskie cięcie. Mama przyjechała do szpitala w umówiony dzień.

Nic nie wskazywało na koszmar, który się zaraz rozpocznie. Gdy mamie odeszły wody i zaczęły się skurcze, całe jej ciało krzyczało, że coś się dzieje i muszę wyjść już, natychmiast!

Wszystko się działo tak szybko, że szyjka macicy nie zdążyła się poszerzyć i przy którymś skurczu pękła mamie macica i znalazłam się w otrzewnej. To był istny horror! Nikt już nie walczył o zdrowego bobaska, zaczęła się walka o żywego! Urodziłam się z ciężkim niedotlenieniem, doszło więc u mnie do zamartwicy, a to z kolei doprowadziło do licznych powikłań.

Zostałam przewieziona do specjalistycznego szpitala w innym mieście i tam zostałam wprowadzona w kontrolowaną hipotermię. Miałam zapalenie płuc i stwierdzono u mnie przewlekłe uszkodzenia mózgu!
 

W szpitalu spędziłam 16 dni i nadal nie widziałam mamy… Nie było tzw. kangurowania, czyli tulenia się do mamy przez pierwsze 2 godziny życia. Nie było tego kojącego głosu, którego słuchałam będąc bezpieczna w brzuszku.

Gdy ponownie zostałam przewieziona do szpitala, w którym się urodziłam, trafiłam na oddział intensywnej terapii dziecięcej. Po trzech tygodniach od narodzin pierwszy raz otworzyłam oczy. Od tamtej pory nie umiem ich zamknąć, nie mrugam. Oczka mnie pieką!

Od pierwszych chwil życia nie oddycham samodzielnie. Jestem podłączona do respiratora. Trzy miesiące później stało się to na co tak czekałam – Mama mnie mogła przytulić. To było tak niesamowite i błogie.

Musiało minąć aż 7 miesięcy, żebym mogą pojechać z Mamą do prawdziwego domu.

Do tej pory walczyłam już z zapaleniem płuc, sepsą, zdiagnozowano u mnie wodogłowie i mam padaczkę. Odżywiam się przez PEG, to taka rurka w brzuchu, którą czasem trzeba pokręcić żeby nie przyrosła! Potrzebuję ciągłej rehabilitacji, inaczej moje mięśnie zrobią się napięte i sztywne, a wtedy będą już nie do rozruszania!

Proszę nie skreślaj mnie, walczę dzielnie i chcę żyć, bo mam dla kogo!

Bo najgorsze co może się stać, to brak stałej i systematycznej terapii, a to grozi problemami już do końca życia!

Aby do tego nie dopuścić, bardzo proszę o dobrowolną wpłatę, bo liczy się każdy grosz, a już symboliczne 19 zł to nawet godzina zajęć na turnusie rehabilitacyjnym!

PS. Ważne jest, by nie odkładać tej pomocy na później i pomagać jak najszybciej!

Agata Honisz - Subkonto nr 101200902