PILNE!
Zweryfikowano

Mam na imię Maria i gdy przychodziłam na świat to rozegrał się istny horror, sytuacja była tak napięta, że nawet lekarze w pewnym momencie spanikowali i próbowali wręcz zatrzymać akcję porodową! Wszystko działo się zbyt szybko, a do tego bardzo gwałtownie i boleśnie, czułam się jakbym była przez kogoś popędzana na ten świat, a przecież miałam mieć jeszcze 12 tygodni na spokojny rozwój w brzuchu mamy! Dopiero gdy zaczęłam słabnąć i dusić się w środku, to wtedy na dobre wszyscy na sali zrozumieli na poważnie, że zaczęła się walka o moje życie!

Kiedy w końcu mnie wyciągali to okazało się, że te wcześniejsze chwile zawahania dały o sobie znać i doszło już do niedotlenienia… Byłam sina i wątła, a moje maleńkie ciało leżało bezwładnie w dłoniach lekarza... Nie byłam w stanie nawet oddychać i jako taki maleństwo musiałam zostać zaintubowana! Maszyna równomiernie pompowała we mnie tlen, boleśnie i na siłę rozprężając moje płuca, które to jeszcze dobrze się nie wykształciły. Ból jaki czułam mieszał się z ulgą, że jednak oddycham i żyję. 

Nie zaznałam ciepła ciała mamy, ani smaku pokarmu. Popodłączana do rurek i aparatur, które mnie karmiły i za mnie oddychały, leżałam w inkubatorze przez 4 długie tygodnie. Wszyscy już wiedzieli, ale nikt nie odważył się wspomnieć o tym głośno, że szkody jakie wyrządziło niedotlenienie, zaczną niedługo wychodzić na jaw w postaci innych schorzeń i niedoborów.

Nie trzeba było długo czekać bo kiedy miałam pół roku, nie obracałam się na boki ani na brzuch. Ale dopiero trzy miesiące później usłyszałam diagnozę - spastyczność czterokończynowa. Moje ciało jest napięte, sztywne, a to bardzo boli i sprawia, że jeszcze bardziej się napinam, chcąc z nim walczyć i to takie samo napędzające się koło cierpienia.

Obecnie jestem pod stałą opieką wielu specjalistów miedzy innymi neurologa, który sprawdza i kontroluje moje napięcia mięśniowe. Ale też ortopeda dziecięcy ze względu na ryzyko deformacji moich kości przez silne napięcia mięśni. Dlatego potrzebuję intensywnych rehabilitacji, każdego dnia. Dzieci takie jak ja bardzo szybko rosną, zdobywają wiele umiejętność w krótkim czasie. Jeśli niektórych z nich nie opanuję odpowiednio szybko, to mogę nie opanować ich już nigdy!

Dlatego proszę wszystkich ludzi dobrego serca takich jak Ty, o pomoc i wsparcie. Bo tylko dzięki Tobie mam szansę na jakąkolwiek przyszłość. Marzę aby samodzielnie usiąść, a w końcu zacząć chodzić i biegać z innymi dziećmi. Marzę aby mieć normalne dzieciństwo, takie jak wszyscy, a w przyszłości być całkowicie samodzielna. Proszę pomóż!

​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​Bo najgorsze co może się stać, to brak stałej i systematycznej terapii, a to grozi problemami już do końca życia!

Aby do tego nie dopuścić, bardzo proszę o dobrowolną wpłatę, bo liczy się każdy grosz, a już symboliczne 19 zł to nawet godzina zajęć na turnusie rehabilitacyjnym!

Maria Szabat - Subkonto nr 102140802