PILNE!

Nazywam się Milena i muszę Ci powiedzieć, że była raptem 8 minuta mojego życia, kiedy jedną nogą byłam już na tamtym świecie…
Mama była w szpitalu już od dwóch tygodni, bo zaczęło się jej odklejać łożysko mając mnie w brzuszku. Leki nie przyniosły oczekiwanego skutku, dlatego przyszłam na świat w dramatycznych okolicznościach! Urodziłam się z całym łożyskiem o 16 tygodni za wcześnie!!!

​​​​​​​Mama mówi, że przypominałam skulonego pisklaczka, bo byłam tak mała, że mieściłam się w dłoni. Nie było jednak szans na to, żebym mogła wtulić się w ramiona mamy i ją przytulić zaraz po przyjściu na świat, zamiast tego zostałam włożona do specjalnego worka termoizolacyjnego, bo nie potrafiłam sama wytwarzać ciepła! Przez tą całą sytuację niestety nie zdążyłam się całkowicie rozwinąć i już w ósmej minucie życia, będąc takim małym stworzeniem zostałam zaintubowana, bo doszło u mnie do niewydolność oddechowej…

Ciężko sobie coś takiego wyobrazić na maleństwu wielkości grejpfruta. Sama do tej pory nie wiem jakim cudem te rurki zmieściły się w mojej cieniutkiej szyjce... Następnie pilnie zostałam przewieziona na intensywną terapię dla noworodków, no i niestety po miesiącu dosięgła mnie szpitalna sepsa. Ponieważ nie istniało wówczas dla mnie środowisko, które dałoby mi bezpieczeństwo pomimo słabo rozwiniętego w tym czasie układu odpornościowego. Wszyscy łącznie z lekarzami po raz kolejny wstrzymali oddech, zastanawiali się czy przeżyję... 

Ale ja jestem dzielna i tak łatwo się nie poddaję, pomimo tego, że do tej pory zdiagnozowano u mnie Retinopatię oczu, co grozi ślepotą, wadę serca, zespół niewydolności oddechowej, niewydolność krążenia, dysplazję oskrzelowo płucną i dystrofię czaszki! Doszła jeszcze jedna smutna wiadomość, gdy Tata się o tym wszystkim dowiedział, to mówiąc delikatnie… nie udźwignął tego i po prostu odszedł ode mnie i zerwał kontakt, no cóż, ale ja nie zamierzam się poddawać i będę walczyć dalej!

Choć jesteśmy same z mamą we dwie, a miesięczne koszty jedynie mojego leczenia, to kilka tysięcy złotych, to się nie poddam! Bo to czy będę żyć i się rozwijać zależy tylko od ludzi dobrej woli i szczodrego serca. Dlatego proszę Cię o pomoc, jeżeli tacy dobrzy ludzie jak Ty mi pomogą to jeszcze mam szansę na życie! Proszę daj mi szanse, a obiecuję że się nie poddam, że nie odejdę!

Ciężko sobie coś takiego wyobrazić na maleństwu wielkości grejpfruta. Sama do tej pory nie wiem jakim cudem te rurki zmieściły się w mojej cieniutkiej szyjce... Następnie pilnie zostałam przewieziona na intensywną terapię dla noworodków, no i niestety po miesiącu dosięgła mnie szpitalna sepsa. Ponieważ nie istniało wówczas dla mnie środowisko, które dałoby mi bezpieczeństwo pomimo słabo rozwiniętego w tym czasie układu odpornościowego. Wszyscy łącznie z lekarzami po raz kolejny wstrzymali oddech, zastanawiali się czy przeżyję... 

​​​​​​​​​​​​​​Bo najgorsze co może się stać, to brak stałej i systematycznej terapii, a to grozi problemami już do końca życia!

Aby do tego nie dopuścić, bardzo proszę o dobrowolną wpłatę, bo liczy się każdy grosz, a już symboliczne 19 zł to nawet godzina zajęć na turnusie rehabilitacyjnym!

PS. Ważne jest, by nie odkładać tej pomocy na później i pomagać jak najszybciej!

Milena Dębicka - Subkonto nr 102075902

Ratuję Milenę!

Ratuję Milenę!