Dramat zaczął się w środku nocy, gdy zamiast główki pojawiła się moja ręka… Natychmiast popędziliśmy do szpitala na blok operacyjny, musiałem zostać pilnie wyciągnięty, miałem bardzo małe szanse na przeżycie!
Mam na imię Patryś, gdy pojawiłem się na świecie ważyłem zaledwie 600 gram, to był raptem piąty miesiąc ciąży. Sam poród był dramatyczny, a ja nie byłem gotowy na samodzielne życie, jeszcze nie rozwinąłem się całkowicie. Nie mogłem oddychać, zostałem zaintubowany i podłączony do respiratora, a pielęgniarka spytała mamę, czy mają mnie ochrzcić, bo mój los jest niepewny. Bez odświętnego ubranka, eleganckich gości, za to w surowych ścianach szpitala. Nie po to by się cieszyć, ale żeby przygotować się na najgorsze.
Pikające maszyny i niezliczone rurki przyczepione do mojego ciała mówiły o tym, że jeszcze żyję. Oddycham, dzięki rurce w mojej buzi, która miarowo wtłacza mi powietrze do płuc.
Serce niemowlaka jest wielkości zaciśniętej pięści, a moja piąstka była naprawdę malutka i już w pierwszym miesiącu po narodzinach potrzebowałem operacji przewodu Botalla, który u mnie miał zaledwie kilka milimetrów, znajduje się on tuż obok serca i łączy tętnicę płucną i aortę. Był to trudny zabieg, który zatrzymał moje serce i musiałem być reanimowany.
Długo walczyłem by pozostać na tym świecie, a mało brakowało, żebym go nawet nie zobaczył po wystąpiła u mnie Retinopatia wcześniacza. Rozpoczęła się kolejna walka, ale o mój wzrok! Kolejna operacja, tym razem oczu. Udało się choć trochę uratować i choć dzisiaj mierzę się z dużą wadą wzroku, to cieszę się, że mogę chociaż rozpoznawać twarze rodziców…
W kolejne 3 tygodnie przeszedłem, aż 4 operacje! Bo moje jelita przestały pracować. Konieczne było założenie stomii. Spędziłem w szpitalu aż 201 dni. Dziś nie jem samodzielnie, jestem karmiony sondą prosto do żołądka. Nie chodzę i nawet nie siadam. Mój rozwój jest opóźniony i wciąż uczę się rzeczy, które dla innych dzieci są oczywiste.
Potrzebuję intensywnej rehabilitacji i wsparcia, ale dzięki dobrym ludziom takim jak Ty mam szansę kiedyś spróbować smaku jedzenia, siedząc normalnie przy stole i rzucić się w ramiona mamy, by ją uściskać. Marzę by pobawić się z innymi dziećmi i pójść na lody. Proszę pomóż mi spełnić choć jedno z tym marzeń!
Bo najgorsze co może się stać, to brak stałej i systematycznej terapii, a to grozi problemami już do końca życia!
Aby do tego nie dopuścić, bardzo proszę o dobrowolną wpłatę, bo liczy się każdy grosz, a już symboliczne 19 zł to nawet godzina zajęć na turnusie rehabilitacyjnym!
Patryk Kardas - Subkonto nr 102196502